Winston Churchill: dlaczego w 2026 roku wciąż kształtuje nasz świat
Winston Churchill nie jest zamknięty w przeszłości — jego decyzje, język i sposób myślenia wciąż napędzają politykę, media i wyobrażenia o przywództwie.
W 2026 roku echo jego wyborów słychać głośniej, niż chcielibyśmy przyznać. Od kryzysów międzynarodowych po narracje o sile i oporze, Churchill nadal ustawia ramy debaty. Właśnie od tego zaczyna się ta historia.
Ale to nie jest cała prawda. I właśnie dlatego w 2026 roku Churchill wciąż ma nam coś niewygodnego do powiedzenia.
To nie jest tekst o pomniku. To tekst o człowieku, którego decyzje – dobre i złe – nadal wpływają na sposób, w jaki myślimy o przywództwie, kryzysie i odpowiedzialności.

Kim naprawdę był Winston Churchill?
Sir Winston Leonard Spencer-Churchill urodził się 30 listopada 1874 roku w Blenheim Palace w hrabstwie Oxfordshire. Zmarł 24 stycznia 1965 roku w Londynie. Te daty są znane. Ale znaczenie jego życia wcale się nie kończy.
Dwukrotnie był premierem Wielkiej Brytanii: od 10 maja 1940 do 26 lipca 1945 oraz ponownie od października 1951 do kwietnia 1955. Przez ponad 60 lat był posłem do Izby Gmin. Był też żołnierzem, korespondentem wojennym, historykiem, malarzem i pisarzem.
I tu pojawia się pierwsze pęknięcie w powszechnym obrazie: Churchill nie był „urodzonym geniuszem”. Był człowiekiem, który przez większość młodości uchodził za porażkę edukacyjną.
Dziecko elity, które nie pasowało do systemu
Churchill pochodził z brytyjskiej arystokracji. Jego ojciec, lord Randolph Churchill, był synem księcia Marlborough. Matka, Jennie Jerome, była Amerykanką z nowojorskich elit towarzyskich.
Mimo tego przywileju młody Winston radził sobie słabo w szkole. W Harrow miał przeciętne wyniki, a do Royal Military College w Sandhurst dostał się dopiero za trzecim podejściem. To historia, którą rzadko się podkreśla.
A jednak właśnie tam – w historii, literaturze i wojsku – znalazł swoje narzędzia. Nie błyskotliwość. Wytrwałość.
Wojna zanim stała się jego przeznaczeniem
Churchill wstąpił do armii brytyjskiej w 1895 roku. Walczył w Indiach, Sudanie i podczas II wojny burskiej. Był jednym z pierwszych polityków, którzy rozumieli znaczenie technologii wojskowej – lotnictwa, czołgów, mobilności.
Jako Pierwszy Lord Admiralicji podczas I wojny światowej ponosił odpowiedzialność za katastrofę w Gallipoli. To zniszczyło jego reputację na lata.
I tu kolejny dysonans: człowiek, który później symbolizował zwycięstwo, wcześniej był twarzą jednej z największych porażek militarnych Wielkiej Brytanii.
Premier w najgorszym możliwym momencie
10 maja 1940 roku, gdy Europa chyliła się ku upadkowi, Churchill został premierem. Francja była na skraju klęski. Wielka Brytania stała sama przeciwko nazistowskim Niemcom.
To wtedy wygłosił przemówienia, które do dziś są analizowane linijka po linijce: o krwi, trudzie, łzach i pocie. O walce na plażach. O tym, że nigdy się nie poddadzą.
Nie obiecywał zwycięstwa. Obiecywał wysiłek. I właśnie to sprawiło, że mu uwierzono.
Pisarz, który dostał Nobla – i był tym zaskoczony
W 1953 roku Churchill otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury za „mistrzostwo opisu historycznego i biograficznego oraz za błyskotliwą retorykę”.
Co ciekawe, sam Churchill liczył raczej na Pokojową Nagrodę Nobla. Pisanie traktował jako zawód – politykę jako misję.
Napisał m.in. „The Second World War” (6 tomów) oraz „A History of the English-Speaking Peoples”. To dzięki tym książkom wielu ludzi na świecie poznało brytyjską perspektywę XX wieku.
Dziedzictwo, które w 2026 roku wciąż dzieli
Dziś Churchill jest jednocześnie bohaterem i przedmiotem krytyki. Docenia się jego rolę w pokonaniu nazizmu, ale coraz częściej analizuje się też jego imperialne poglądy i decyzje kolonialne.
I to właśnie jest najważniejsze: Churchill nie był postacią jednowymiarową. Był produktem swojego czasu – i architektem świata, w którym nadal żyjemy.
Dlaczego to wszystko nadal ma znaczenie?
Bo Churchill uczy jednej rzeczy, o której rzadko się mówi: przywództwo nie polega na nieomylności.
Polega na zdolności podejmowania decyzji wtedy, gdy nie ma dobrych opcji. Na braniu odpowiedzialności. Na mówieniu prawdy, nawet jeśli jest niewygodna.
W 2026 roku, w świecie permanentnych kryzysów, to lekcja, której nadal potrzebujemy.
